poniedziałek, 18 lipca 2016

Trochę o przyjaciołach i kotach

Dzisiaj odniosę się do mojego poprzedniego postu, bo jak zauważyłam przyniósł on różne reakcje, teraz nie wiem, czy nie popełniłam błędu pisząc wtedy tym schematem. Post powstał przede wszystkim po to, żeby przemyśleć sobie, czy relacja z osobą, którą uważamy za przyjaciela nie jest toksyczna, wszystko jest pokazane w ten sposób, że przyjaciel ma być idealny. Otóż nie, każdy ma wady i przyjaźni nie powinno się zrywać po pierwszym nietakcie np. "bo ona mnie wystawiła", kilka potwierdzeń swoich obaw na podstawie owego postu ma dać do myślenia, bo jeżeli przy czytaniu tamtej notatki zbyt wiele razy dojdziesz do wniosku, że jest coś nie tak, wiesz już żeby traktować swoją "przyjaźń" z drugą osobą z rezerwą, bo może się okazać, że masz przy sobie fałszywego przyjaciela.
Jak to się mówi "Boże chroń mnie przed fałszywymi przyjaciółmi, z wrogami poradzę sobie sama” i tak jest, lepiej jest mieć przy sobie szczerego wroga, niż udawanego przyjaciela, który życzy Ci, żebyś nic w swoim życiu nie osiągnęła no chyba, że jakieś porażki, żeby chłopak Cię rzucił, a Twój kot kopnął w kalendarz z tym kotem totalnie bez sensu…  Bo to kot, on dał Ci szczęście, niech on je odbierze tak, wspaniale jest patrzeć na czyjś smutek, pytanie brzmi tylko, czy obserwujący coś na tym zyskuje? 

Ile razy w swoim życiu spotkałam się z fałszem i gdybym tylko wiedziała z kim mam do czynienia w życiu bym nikomu nie zaufała, ale mam nauczkę i wiem, że nie warto otwierać się przed nikim do szpiku kości... Ty hipokrytko, a co napisałaś jeszcze w pierwszym przykazaniu świętego dekalogu?! „Nie będziesz miał tajemnic żadnych przed przyjacielem swoim.” Tak napisałam, ale to nie tak, że posiadanie czegoś o czym nikomu nie mówisz jest złe. To jest dobre, bo patrząc z nieco mniej utopijnej wizji świata zdajesz sobie sprawę, że każda osoba, którą spotkasz może być zakamuflowaną mendą. Masz przyjaciela. Super! Czerp z tego ile się da, ale myślę, że nie powinniśmy mylić oddania z naiwnością. Jaka jest pewność, że osoba, z którą się przyjaźniłaś nie wbije Ci noża w plecy, po czym wygrzebie z najgłębszych czeluści pamięci Twój najgłębszy sekret i Cię nim Z N I S Z C Z Y. 

I'm fucking pessimist. :)

Wiem, wiem kochani, pesymizm to moje drugie oblicze, być może nieznane Wam do tej pory. Nie wiem dlaczego powstał ten post, poczułam jakąś dziwną odpowiedzialność za własne słowa, wierzę że rozumiecie o co mi chodzi, że pomimo, iż napisałam tak a nie inaczej to zawsze należy mieć swoją interpretację. Mam jakąś pieprzoną depresję twórczą i odnoszę wrażenie, że wszystkie posty, które dotychczas wstawiłam są denne, nudne i bez sensu. 
Mam jeszcze dla Was superaśny cytat, który nie wiem skąd i dlaczego wbił mi się w pamięć.

"Przyjaciel to wróg, który jeszcze się nie ujawnił."

I tym optymistycznym akcentem kończymy.

Do następnego postu
Roksana

5 komentarzy:

  1. To tak, jak z radzeniem się w sprawie chorób doktora Google. Jest napisane dziesięć tysięcy objawów, dostrzega się u siebie tylko jeden i od razu: "o! jestem chora! muszę iść do lekarza!".

    Już tyle razy przejechałam się w życiu na ludziach, że jedną z moich świętych zasad stało się "nigdy nie mów największych tajemnic". Drobne, nic nie znaczące tajemnice - okej, ale resztę zawsze trzymam dla siebie :) Jak to mówią - przezorny zawsze ubezpieczony.
    Pozdrawiam,
    Marika.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten cytat taki... prawdziwy

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko to kwesta zaufania. Ja mam tylko jedną oddaną przyjaciółkę której mówię praktycznie o wszystkim. Jednak cały czas jestem ostrożna. Obserwuje <33

    http:/sharpeee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie mamy pewności czy osoba z którą się przyjaźnimy kiedyś nie wbije nam noża w plecy. Również uważam, że lepiej mieć najgorszego wroga przy sobie, niż udawanego przyjaciela. Pozdrawiam! wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam kiedyś toksyczną koleżankę, od której szybko się uwolniłam. Jednak ona nie dała za wygraną i zaczęła rozsiewać plotki o mnie.
    No i miałam też kiedyś przyjaciółkę, przez 13 lat, jednak jak widać nic nie trwa wiecznie ;]
    pozdrawiam
    psychoil.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Lubię czytać komentarze. :)